Las

Świat stał się covidowy, a ludzie w domach zamknięci, od wielu rzeczy odcięci, zaczęli wybrzmiewać. Mieszkam w bloku na dużym osiedlu i wczoraj poczułam, aż w kościach, jak cały blok nabrzmiał myślami, emocjami, nastrojami. Jeszcze chwila i wybuchnie – pomyślałam. Wyjdę więc chociaż ja. Przemknę w maseczce między blokami i zabiorę na spacer moje nabrzmiałe ciało emocjonalno – intelektualne. Duże jest, nawet ogromne, rzekłabym, więc blok trochę odetchnie.
Wyszłam. Wiatr próbował szeptać mi do ucha, ale odcięłam się kapturem i patrząc na czubki swoich butów, minęłam mój blok. Gdzie iść? – zaczęłam zastanawiać się poważnie. Drogi do sklepów i piekarni mam wychodzone, aż na myśl o nich robi się nudno. Zatem pozostał tylko jeden kierunek – za baraki przy planowanej budowie nowego osiedla. Tam zdaje się rosną jakieś drzewa. Nie sprawdzałam do tej pory, bo ponoć w tamtym roku za barakami grasował nożownik. Spojrzałam na zegarek: 10:12. Na pewno o tej porze jest jeszcze grzeczny, a ja bezpieczna– dodałam sobie otuchy. Wiatr uparciuch zdmuchnął mi kaptur i zagwizdał. Może nawet czule. Mijając baraki pomyślałam o wszystkich niewysłuchanych przez nikogo wietrznych melodiach. Smutno mi się zrobiło, a zaraz potem sentymentalnie. Pogrążona w natłoku myśli, głównie uczesanych niestety, poczułam coś dziwnego. Wiatr tym razem zajrzał do mojego nosa. Poczułam zapach czegoś, o czego istnieniu prawie zapomniałam. Podniosłam głowę i spojrzałam na … las. Prawdziwy las mieszany. To więcej niż parę drzew- pomyślałam nie bez satysfakcji. Dreszcz przemknął mi wzdłuż kręgosłupa. Odetchnęłam głęboko i spokojnie. Sentyment ustąpił miejsca zaciekawieniu. Ruszyłam przed siebie. Jak ja mogłam Cię lesie nie dostrzegać do tej pory? – zapytałam na głos -Normalnie, przecież bloki mnie zasłaniają – usłyszałam odpowiedź. – A… bloki powiadasz – odpowiedziałam na głos. – Jasny gwint – krzyknęłam, po czym zasłoniłam usta w obawie, że zwrócę na siebie uwagę. Swoją drogą ciekawie jest zasłaniać ręką usta zakryte maseczką. Ty mówisz? -zapytałam szeptem. Oczywiście- usłyszałam. – Przecież składasz się z wielu różnych istnień, to jak możesz przemawiać jednym głosem? -Ty jesteś jednym istnieniem, a przemawiasz wieloma głosami. Czyli mam to samo, tylko odwrotnie. -Aha – odpowiedziałam, zastanawiając się w duchu o czym on właściwie mówi. -Wejdziesz czy będziesz tak stać i gapić się na mnie? -A bezpiecznie jest u Ciebie? W odpowiedzi las zaśmiał się rubasznie – słowo daję, to określenie idealnie pasuje do jego śmiechu. W Twoim mieszkaniu czujesz się bezpiecznie? – zapytał poważnie. -Właściwie nie – odpowiedziałam po głębszym zastanowieniu. -Dobra, wchodzę – dodałam po chwili. Zbliżając się do ściany lasu, poczułam, że ten jakby powiększył się znienacka i wchłaniał mnie łapczywie. Po chwili olśniło mnie, że to mnogość zapachów i feeria dawno nie widzianych barw zaskoczyły mnie i odurzyły. Zrobiło mi się przyjemnie błogo. Kurcze… gadający las. No no no. Nikt mi nie uwierzy, ale co przeżyję to moje – pomyślałam z radością. -Lesie – zagadałam- a ty masz jakieś imię? -Tak, mam na imię Roman – odpowiedział spokojnym głosem. Zatkało mnie, dosłownie, aż przystanęłam. -Ale dlaczego? – zapytałam. – Co dlaczego? – odpowiedział zdziwiony. – Skąd takie imię? -Nie wiem, chyba po pradziadku – odpowiedział -Nie zastanawiałem się nad tym. -Rozumiem – odpowiedziałam niezgodnie z prawdą. -Kleszcze masz? -zapytałam – bo chętnie bym usiadła, ale boję się, że mnie oblezą – Mam, ale jak pójdziesz prosto, a potem w pierwszą ścieżkę w lewo, to dojdziesz do małej polanki. Tam nie ma kleszczy, bo rośnie dużo ziół, których nie lubią. -Ekstra -odpowiedziałam radośnie. Dawno nie słyszałam takiej nuty w swoim głosie. -Zresztą w prawo odradzam – dodał Roman. -Dlaczego? – Bo tam chodzi Malwina, udaje, że zbiera grzyby, a tak naprawdę chce wyśledzić kochanka. Fajna jest: ma ma czarne kalosze, spodnie i kurtkę moro. Myśli, że dobrze śpiewa. Wyśpiewuje swoje historie – stąd dużo o niej wiem. Poza tym dużo mówi. Właściwie jak mówi to tylko narzeka. Zatem wolę jak śpiewa. -Bardzo to ciekawe – powiedziałam – może powinnam ją poznać. Hmmm, może lepiej nie – dodałam po chwili – pomyśli, że wracam ze schadzki z jej facetem. -Mądra z Ciebie kobieta – usłyszałam. Po chwili zobaczyłam polankę. Przyśpieszyłam kroku i wtedy usłyszałam za sobą szelest. Obejrzałam się nie zwalniając kroku i to był błąd. Wpadłam na drzewo, poślizgnęłam się i upadłam. Poczułam ból głowy i zobaczyłam… ciemność.
Pierwsze, co pamiętam po przebudzeniu, to łupanie w skroniach i uczucie przejmującego zimna. Usłyszałam za sobą nawoływanie. Rozpoznałam głos mojego brata. Krzyknęłam w jego stronę; -Tutaj!!! Po chwili zobaczyłam jak wyłania się spośród drzew z jakimś mężczyzną u boku. W tym mężczyźnie rozpoznałam pana Czesława – gospodarza naszego bloku. -Jak dobrze , że jesteście – powiedziałam z nieudawaną wdzięcznością w głosie. -Zaniepokoiłem się, bo nie ma Cię w domu od kilku godzin – odezwał się Tomek. Na szczęście pan Czesław wdział, że poszłaś w stronę lasu. Jak się czujesz? -Zimno mi i trochę boli mnie głowa – powiedziałam próbując wstać. -Auuu- jęknęłam, bo poczułam ból w kostce. -Powoli, pomożemy Pani wstać- odezwał się pan Czesław – pewnie kostka skręcona! Obaj wzięli mnie pod ręce i podnieśli do góry. Zaczęliśmy powoli przemieszczać się w stronę osiedla. -Powinnam pożegnać się z Romanem – pomyślałam – niestety na głos, jak się okazało po chwili. -Z kim? – zapytał mój brat. No tak – jak opowiem o swoich pogawędkach z lasem, na pewno mi nie uwierzą i pomyślą, że to przez uraz głowy – pomyślałam -A nic takiego, miałam sen – dodałam szybko po chwili. A może to faktycznie sen? – pomyślałam. Wyszliśmy z lasu i usłyszałam za sobą pomruk. – Wiatr huczy jakby niedźwiedzia naśladował – zaśmiał się pan Czesław. Ale ja wiedziałam, że to Roman odezwał się na pożegnanie. A co mi tam: -Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *